Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

PONIEDZIAŁEK W OKTAWIE WIELKANOCY Rok C (biały) Nr 19 (28 marca 2016)

Katecheza

 Ty pójdź za mną

Poniedziałek Wielkanocny jest liturgiczną rocznicą mego kapłaństwa. W tym roku mija już 56 lat od przyjęcia sakramentu święceń. Dzień ten skłania do głębszych refleksji i do wyrażenia Bogu wdzięczności za łaskę powołania. Apostoł Paweł zachęca do „przypatrzenia się powołaniu naszemu” (1Kor 1,26). Kapłaństwo bowiem jest wezwaniem szczególnym, stąd przestroga: „I nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga” (Hbr 5,4).

Powołanie
Sobór Watykański II poszerzył znaczenie terminu „powołanie”; mówi bowiem o powołaniu człowieka, o powołaniu chrześcijańskim, o powołaniu do życia małżeńskiego i rodzinnego. Na tym tle kapłaństwo jest jedną z możliwych form realizowania powołania do pójścia za Chrystusem, który kieruje wezwanie: „Pójdź za Mną!” (Mk 1,17; 2,14). Trudno jest mi podać jakiś konkretny moment Chrystusowego powołania. W każdym razie, odpowiedź na wezwanie do pójścia za Nim była długo przygotowywana. Wezwanie takie odczytałem już w mojej świadomości chłopięcej i było ono utrwalane w latach młodzieńczych. Świadczy o tym m.in. wybór szkoły średniej w trudnych dla Kościoła latach stalinizmu (Gimnazjum i Liceum Biskupie w Lublinie) i zetknięcie się z dobrymi wychowawcami: o. Szczepanem Jaroszewskim OP, ks. Józefem Tatarczakiem i ks. Henrykiem Strąkowskim, późniejszym biskupem, który okazał mi dużo życzliwości. Ich postawa, rozmowy z nimi i sposób bycia pociągały do kapłaństwa. Pojawiały się jednak znaki zapytania i pewne niepokoje związane z sytuacją Kościoła. Spotkany w tym czasie na przyjęciu weselnym I sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR w dużym mieście groził mi: „My już niedługo wywieziemy księży na Sybir, a ornaty i kielichy mszalne wyrzucimy do Wisły”. Takie były wówczas, w 1950 r. marzenia i zamierzenia kierującej Polską partii komunistycznej. Wszystkie jednak wątpliwości rozwiązywali wspomniani Wychowawcy, a w Seminarium Duchownym ojcowie duchowni − ks. Karol Konopka i ks. Bogumił Efner. Osoby te wspominam z dużym szacunkiem i wdzięcznością. Jakże tu nie wspomnieć swoich Rodziców, a zwłaszcza Matki, która w niedługim czasie po moich narodzinach w 1936 r. (podobno byłem bardzo chory, toteż ochrzczono mnie w dniu urodzin w kościele parafialnym w Klementowicach), pomimo listopadowej pogody, udała się pieszo do Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy (ok. 10 km), pozostawiając mnie u swojej siostry w Karmanowicach. Ta pielgrzymka była jej tajemnicą, a nie wykluczam, że wiązała się z genezą mego kapłańskiego powołania. Mogę powtórzyć za Psalmistą: „Tobie [Boże] od urodzenia zostałem oddany, od wyjścia z łona matki jesteś moim Bogiem” (Ps 22,11).

Realizacja powołania
Myślą i sercem powracam do kościoła seminaryjnego, w którym 18 kwietnia 1960 r. Biskup Lubelski Piotr Kałwa włożył na mnie i 23 moich kolegów ręce, przekazując nam sakramentalną łaskę kapłaństwa. Kapłaństwo osiągane przez nas w warunkach wrogiego dla Kościoła systemu komunistycznego nabierało dla nas szczególnej wartości. W momencie święceń rozpoczęła się droga powołania kapłańskiego, droga, która trwa do końca życia. Pan wzywa prezbiterów do różnych zadań i posług wynikających z tego powołania. Ale oprócz nich pozostaje wciąż sam podstawowy fakt „bycia kapłanem”. Przez różne sytuacje i okoliczności życia kapłan jest wzywany do potwierdzania swego pierwotnego wyboru, do dawania wciąż na nowo odpowiedzi na Boże wezwanie. Życie kapłańskie, podobnie jak autentyczne życie chrześcijańskie, jest ciągiem odpowiedzi dawanych wzywającemu Bogu.
Poczytuję sobie za wielkie szczęście to, że po rocznej pracy duszpasterskiej w Biskupicach i w Puławach zostałem skierowany na studia specjalistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Nie zerwałem jednak z pracą duszpasterską, do której powróciłem na sześć lat po odbytych studiach. Praca naukowa pogłębiła niewątpliwie moje patrzenie na świat i życie Kościoła. Warto zauważyć, że w Seminarium Duchownym studiowałem przed Soborem Watykańskim II, natomiast studia specjalistyczne realizowałem w czasie trwania tegoż Soboru i tuż po jego zakończeniu. Spoczął na mnie potem obowiązek, zwłaszcza na katedrze uniwersyteckiej, przekazywania słowem i piórem zdrowej nauki Kościoła. Czy dobrze się z tych zadań wywiązałem? − tego nie wiem. Wciąż odczuwam jednak niedosyt z powodu swoich niedociągnięć, ponieważ zawsze można było lepiej.
Radosne „Alleluja” w łączności z Magnificat Maryi i Te Deum laudamus oraz Miserere mei, Deus niech dopełniają moje przeżycia wdzięczności, ale i przeproszenia wobec Tego, który powołał mnie w swojej niezgłębionej Miłości i Mądrości do służby w Kościele. Obym u kresu swojej drogi kapłańskiej mógł usłyszeć słowa Chrystusa, Najwyższego Kapłana: „Dobrze, sługo dobry i wierny [...], wejdź do radości twego Pana” (Mt 25,21).

ks. Jerzy Misiurek