Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

XX NIEDZIELA ZWYKŁA Rok B (zielony) Nr 41 (16 sierpnia 2015)

Katecheza

Droga do wolności

„On odpuszcza wszystkie twoje winy i leczy wszystkie choroby. On twoje życie ratuje od zguby, obdarza cię łaską i zmiłowaniem” (Ps 103,3-4).
Nazywam się Grzegorz. Mam 42 lata. Pochodzę z rozbitej rodziny. Połowę życia spędziłem za kratami. Czynnikiem, który najsilniej wpłynął na moje życie, był alkohol. Sięgnąłem po niego już w szkole podstawowej. Kiedyś byłem z tego dumny, dziś się wstydzę. Ukończyłem szkołę zawodową, a potem odbyłem służbę w wojsku. Tam zacząłem nadużywać alkoholu. Kiedy wyszedłem „do cywila”, obrałem drogę na skróty. Uważałem, że tak jest łatwiej. Żyłem z dnia na dzień. Liczyła się zabawa i beztroska. Aby zdobyć pieniądze, zacząłem kraść. W konsekwencji zostałem aresztowany i skazany na karę więzienia. Po wyjściu na wolność, znów wracałem do alkoholu i kradzieży. Kiedy ponownie mnie zamykano, obiecywałem sobie, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu, że się nie upiję i nie sięgnę po cudzą własność. W duszy pytałem Boga, dlaczego znów siedzę w więzieniu. Przysięgałem wszystkim wokół, że się poprawię, ale zawsze kończyło się na obietnicach. Dostawałem kolejne szanse od Boga i ludzi. Oni mi wierzyli, ale ja ciągle zawodziłem. Na szczęście tym razem jest inaczej.

Nowe życie
Straciłem 20 lat swojego życia. Teraz nie naprawiam tego, co zepsułem, ale staram się żyć od nowa. Uczę się żyć i muszę przyznać, że nie jest to takie trudne. Bałem się, że znów wpadnę w złe towarzystwo, że znowu sięgnę po alkohol. Wcześniej zrzucałem winę na innych. Teraz zrozumiałem, że dużo zależy ode mnie i od moich wyborów. W więzieniu większość osadzonych przeklina cały świat i obwinia innych za swoje błędy. Ja też taki byłem. W moim przypadku impulsem do zmiany była spowiedź. Pamiętam, jak w zakładzie karnym w Zamościu odchodziłem od kratek konfesjonału. Czułem niesmak, bo nie wyznałem wszystkiego, co powinienem. Ciągle przypominały mi się grzechy, o których zapomniałem powiedzieć. Potem trafiłem do aresztu w Lublinie. Tam spotkałem ks. Krzysztofa, który był kapelanem zakładu karnego. Po raz kolejny przystąpiłem do sakramentu pokuty. To była moja pierwsza uczciwa spowiedź. Poczułem, jakbym urodził się na nowo. Nawet fizycznie czułem się lepiej! Od tego czasu wszystko zaczęło się powoli układać. Ksiądz Krzysztof mówił mi dużo o Panu Jezusie. Spytał, czy kiedyś Go o coś poprosiłem, czy raczej ograniczałem się tylko do pretensji. Dużo o tym myślałem i przyznałem rację księdzu. Zacząłem stosować się do jego rady i odtąd Jezus zawsze mi pomaga.

Jestem świadomy
W więzieniu służyłem do Mszy Świętej. Kiedyś bym się tego wstydził, dziś jest to dla mnie powód do dumy. Kocham Jezusa i jestem przekonany o tym, że tylko dzięki Niemu jeszcze funkcjonuję. Nie wstydzę się swojej wiary i nie czuję skrępowania, kiedy o tym mówię. Czy trudno żyć bez Boga? Nie da się! Takie życie to wegetacja.
Dziś prowadzę normalne życie. Mam pracę i nie piję. Nareszcie jestem świadomy tego, co robię i mówię. Jestem szanowany przez innych. Dawniej mówiono o mnie: „To pijak i złodziej”. Dzisiaj ludzie zwracają się do mnie: „Panie Grzegorzu”. To niesamowicie motywuje. Moim największym marzeniem jest wytrwanie w trzeźwości. Wiem, że jeśli się upiję, to znów zrobię coś złego i ponownie trafię za kraty. Jeżeli sięgnę po alkohol, całe to moje świadectwo okaże się wielkim kłamstwem. Umocnienia ciągle szukam na modlitwie i Eucharystii.

Świadectwa Grzegorza wysłuchała Agnieszka Wawryniuk