Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA Rok A (biały) Nr 28 (25 maja 2014)

Katecheza

 Wolę niebo!

 
To dobre kino familijne pokazujące, że święci ludzie często mają pod górkę. Nieakceptowani przez najbliższe środowisko, wyśmiewani i wytykani palcami, osiągają niebo dzięki swojemu uporowi. I – jak to było w jego przypadku – także dzięki wielkiej radości.
Zanim obejrzałam film pt. „Święty Filip Neri” z serii „Ludzie Boga”, niewiele wiedziałam o tej postaci. Właściwie tylko tyle, że założył zgromadzenie zakonne, lubił dzieci, żył dawno temu i z jakichś powodów Kościół wyniósł go na ołtarze. Produkcja trwa aż 200 minut, a ponieważ chcieliśmy obejrzeć rodzinnie, dlatego długo nam zajęło, żeby się za nią zabrać. Choć wstępny plan zakładał, że obejrzymy film na raty, dawkując sobie co wieczór godzinkę lub dwie, to cały połknęliśmy od razu. Świetny scenariusz i doskonałe kreacje sprawiają, że nie ma w sobie nic z ckliwych obrazków o superświętych, którzy nie mają pojęcia o życiu tutaj, na ziemi, za to ciągle chodzą z głową w chmurach. Walorem filmu jest też wielowątkowa fabuła. Mamy historię miłosną, szemrane porachunki, ba! – znalazły się nawet intrygi dostojników.
Przenosimy się do XVI-wiecznego Rzymu. To trudny okres w dziejach Kościoła. Wieczne Miasto, które powinno świecić przykładem, nęka panosząca się rozpusta. Hierarchowie kościelni mają tylko jeden pomysł, jak temu zaradzić – asceza, post, pokuta. Z przerażeniem patrzą więc na młodego księdza, który głosi kazania na placu, a nie w kościele, spowiedzi słucha przy prowizorycznym konfesjonale na łonie natury i gromadzi wokół siebie najbiedniejsze dzieci, które zapowiadają się na rasowych chuliganów. Wielu biskupów krytykuje go za to, że rozmawia z dziećmi o… Bogu, bo to temat zarezerwowany dla najwyższych dostojników. Mimo to, papież błogosławi jego dziełu (założył pierwsze oratorium dla sierot) i wręcza kardynalski kapelusz. Ale Neri nie chce zaszczytów i tytułów. Oddaje insygnia, odpowiada: „Wolę niebo” i wraca do pracy z dzieciakami.
Oglądałam i myślałam sobie: tak, to jest ten „model” chrześcijaństwa, który przemawia do mnie najbardziej, chciałabym osiągnąć świętość w podobny sposób. Czyli nie chodzić po świecie jak męczennica, zmartwiona i umartwiona, ale przyciągać innych do Pana Boga swoją radością i entuzjazmem.
Magdalena Guziak-Nowak