Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

IV NIEDZIELA WIELKANOCNA – NIEDZIELA DOBREGO PASTERZA Rok C (biały) Nr 21 (21 kwietnia 2013)

Katecheza

Gdy lew zaryczy, któż się nie ulęknie?

Będąc jeszcze kilkuletnim chłopcem lubiłem, gdy babcia czytała mi fragmenty Biblii. Później w Ruchu Światło-Życie nauczyłem się modlić słowem Bożym. W końcu czytanie i medytacja Pisma św. zaprowadziła mnie do odkrycia powołania kapłańskiego i zakonnego.
Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku nabycie Biblii w naszym kraju nie było sprawą łatwą. Moja babcia wystarała się o nią gdzieś w kurii biskupiej. Ona też zasiała we mnie upodobanie do Pisma św. Podczas nauki w liceum zamiłowanie to stale się we mnie rozwijało, między innymi dzięki przynależności do Ruchu Światło-Życie. Wkrótce też znałem na pamięć prawie cały Nowy Testament.
Jeszcze w dzieciństwie miałem problemy z modlitwą, ponieważ nie bardzo podobało mi się powtarzanie tych samych sformułowań. Z czasem jednak w Ruchu Światło-Życie odkryłem sposób modlenia się za pomocą Pisma św. Składał się on z trzech etapów. Najpierw należało czytać słowo Boże, aby pozwolić przemówić Bogu. Przecież modlimy się: „bądź wola Twoja”, podobnie jak modlił się Pan Jezus w Ogrójcu: „nie moja wola, lecz Twoja niech się dzieje” (Łk 22,42). Później oczywiście przychodzi czas na refleksję, na konfrontację słowa Bożego z własnym życiem. W trzeciej kolejności należy mówić o codziennych sprawach, swoimi słowami wyrazić dziękczynienie i powierzyć się Panu Bogu.
Jedna z grup Ruchu Światło-Życie działała w moim mieście przy parafii pw. Nawrócenia Świętego Pawła. Tamtejszy wikariusz był związany z Instytutem Jezusa Kapłana, należącym do Rodziny Świętego Pawła. To dzięki niemu dowiedziałem się o Towarzystwie Świętego Pawła, czyli o paulistach, którzy w Polsce nie byli jeszcze obecni. I można powiedzieć, że wówczas mało wiedziałem o tym zgromadzeniu. Jednak w ostatniej klasie liceum, to było zimą 1982 roku, podczas stanu wojennego, coś wydarzyło się w moim życiu. Jak co wieczór, przed zaśnięciem czytałem Pismo św. i odprawiałem medytację. Wtedy pojawiło się znienacka jakieś olśnienie, objawienie – Masz wstąpić! To jest twoja droga! Potem już nie byłem w stanie się skupić czy modlić.
Ponieważ nie jestem człowiekiem, który długo się zastanawia, już na drugi dzień, po 24 godzinach, powiedziałem sobie: A niech Mu będzie! I chociaż wcześniej miałem swoje plany, myślałem o studiowaniu medycyny, cóż było zrobić? „Gdy lew zaryczy, któż się nie ulęknie? Gdy Pan Bóg przemówi, któż nie będzie prorokował?” (Am 3,8).

Świadectwo powołania paulisty – ks. Mariusza
spisał br. Adam Szczygieł SSP