Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

XXI NIEDZIELA ZWYKŁA ROK A Rok A (zielony) Nr 43 (21 sierpnia 2011)

Katecheza

Ja zapomniałem, ale Maryja pamiętała.

Moje pielgrzymowanie na Jasną Górę z pieszą pielgrzymką lubelską rozpocząłem kilkanaście lat temu. W czasie corocznej wędrówki, podobnie jak inni, zanosiłem swoje prośby i podziękowania Matce Bożej. Jedną z takich próśb chciałbym tu opisać, aby dać świadectwo jak sprawy prawie niemożliwe stają się możliwe.
Był rok 2005. Córka moja skończyła akurat studia magisterskie z bardzo dobrymi wynikami. Chciała dalej kontynuować naukę, ale – jak powiedziała – nikt jej nic nie proponował. Rozpoczął się miesiąc sierpień i ja postanowiłem zabrać tę intencję na pielgrzymi szlak, a potem przedstawić ją Matce Bożej na Jasnej Górze. Wróciłem z pielgrzymki w połowie sierpnia. W domu dowiedziałem się, że córka już załatwiła sobie pracę w szkole i będzie uczyła młodzież. Pomyślałem, że chyba tak ma być i zająłem się codziennymi sprawami, a o intencji zapomniałem.
Nadszedł dzień, chyba 8 września. Byłem w domu, gdy zadzwonił telefon. Rozmówca przedstawił się i poprosił o przekazanie słuchawki córce. Odpowiedziałem, że nie ma jej w domu, bo pracuje w Warszawie. Prosił więc, aby się z nim skontaktowała. Później córka wyjaśniła, że dzwonił pan profesor i zapytał, dlaczego nie złożyła podania o przyjęcie na studia doktoranckie. Prosił, aby to uczyniła niezwłocznie, bo kończy się termin składania dokumentów. Córka przyjechała wieczorem do domu i prawie całą noc zajęło nam wypisywanie i kompletowanie potrzebnych dokumentów. Wczesnym rankiem musiała wrócić pociągiem do Warszawy, aby rano zjawić się w pracy. Następnego dnia przed południem zanosiłem wymagane dokumenty do dziekanatu. Zdziwiłem się, ponieważ na drzwiach wejściowych była informacja, że w tym dniu dziekanat jest nieczynny. Odszedłem kilka metrów, nie wiedziałem, co robić. Po chwili pojawiło się kilka osób, które chciały załatwić to samo, co ja. Po wielu perypetiach jednak złożyliśmy dokumenty. Przy tym okazało się, że studia są płatne i pojawiła się kolejna trudność. Pomyślałem jednak – najpierw niech przyjmą, a potem zastanowię się nad pieniędzmi. Później został wyznaczony termin rozmowy kwalifikacyjnej. I tu kolejna trudność. Gdy nadszedł ten dzień, córka telefonicznie oznajmiła mi, że nie może przyjechać, bo nie da rady zwolnić się z pracy. Cóż było robić. Odpowiednio się ubrałem i poszedłem na wyznaczoną godzinę, aby ją usprawiedliwić. Postanowiłem wejść do sali jako ostatni z oczekujących. Po przestąpieniu progu i przedstawieniu się zacząłem usprawiedliwiać nieobecność córki, lecz nie pozwolono mi dokończyć. Poproszono, abym usiadł. Ja znowu zacząłem tłumaczyć, że tylko chciałem usprawiedliwić córkę, lecz ponownie mi przerwano i poproszono o zajęcie miejsca. Następnie podczas rozmowy podano mi informacje o systemie nauki i opłatach oraz poproszono o przekazanie życzeń – pomyślnych studiów dla córki. Zaskoczony i szczęśliwy wróciłem do domu. Gdy córka dowiedziała się o całym wydarzeniu, nie mogła uwierzyć, że studia doktoranckie stały się faktem. Ja natomiast uważam, że była to interwencja Matki Bożej. Mimo, że ja o tej intencji, którą przecież zanosiłem na Jasną Górę szybko zapomniałem, Maryja nie zapomniała. Za Jej przyczyną, pomimo pewnych trudności urzędowych, wszystko ułożyło się pomyślnie. Tym bardziej, że dzięki pewnym okolicznościom byłem w stanie opłacać córce studia, które zresztą są już na ukończeniu.
Chcę zachęcić wszystkich, a szczególnie młodzież do czynnego uczestnictwa w trudach pielgrzymowania do różnych sanktuariów, a zwłaszcza zachęcam do pieszych pielgrzymek na Jasną Górę. W trudach wędrowania przez setki kilometrów uczymy się wytrwałości, która pomaga nam potem trwać w stałej przyjaźni z Panem Jezusem i Jego Matką. Na tym nigdy się nie traci. W obecnych trudnych czasach ta przyjaźń przynosi pokój ducha i pomaga odważniej i mądrzej spoglądać w przyszłość.

Stanisław