Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

II NIEDZIELA WIELKANOCNA, czyli MIŁOSIERDZIA BOŻEGO Rok A (biały) Nr 24 (1 maja 2011)

Katecheza

Nagle wyzdrowiałam

„Santo subito!” spełnia się na naszych oczach. Dzisiejsze wyniesienie na ołtarze naszego drogiego Jana Pawła II stało się możliwe dzięki zatwierdzeniu przez Benedykta XVI dekretu o cudzie za wstawiennictwem papieża Polaka.
Wybraną okazała się s. Marie-Simon-Pierre ze gromadzenia Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego. W czerwcu 2001 r. lekarze zdiagnozowali u niej chorobę Parkinsona. Zaatakowała ona całą lewą stronę ciała zakonnicy. Po trzech latach dolegliwości bardzo się nasiliły. Pojawiło się drżenie ręki, sztywnienie, ból, bezsenność i kłopoty ze wzrokiem. Siostra posługiwała w klinice położniczej, ale choroba coraz bardziej uniemożliwiała jej pracę. Zakonnica nie potrafiła już czytelnie pisać (była leworęczna), nie mogła także prowadzić samochodu. Czuła się zmęczona i wycieńczona.
W Janie Pawle II widziała swojego przyjaciela. Modliła się o zdrowie dla niego. Wiedziała, że mógł ją zrozumieć, bo cierpiał na tę samą chorobę. Kiedy zmarł, s. Marie poczuła wielką pustkę, mówiła, że straciła wzór do naśladowania w cierpieniu.
Gdy Benedykt XVI otworzył proces beatyfikacyjny swojego poprzednika, współsiostry zaczęły modlić się o uzdrowienie s. Marie. Zakonnica wspominała, że od 14 maja 2005 r. ciągle towarzyszyło jej Janowe: „Jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą” (J 11,40). Choroba tak bardzo ją wyniszczała, że 2 czerwca poprosiła swoją przełożoną o zwolnienie z dotychczasowych obowiązków. Usłyszała wtedy: „Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa”. Mijały wówczas dokładnie dwa miesiące od śmierci papieża. Siostra poszła spać, a po obudzeniu poczuła potrzebę modlitwy przed Jezusem Eucharystycznym. Klęcząc, rozważała tajemnice światła. Kiedy wychodziła z Mszy św., jej serce przepełniały radość i pokój. Nagle zniknęły wszystkie dolegliwości, a ona poczuła, że została uzdrowiona. Od razu odstawiła leki. Jej neurolog był zdumiony tym, co się stało. Choroba minęła nagle i w sposób naukowo niewytłumaczalny.
Zakonnica nigdy nie nazwała swego uzdrowienia cudem. Opinię zostawiła Kościołowi. Sama wysłała do Watykanu rzeczowy list, w którym napisała o swojej chorobie i wyzdrowieniu. Teraz rozpoczęła nowy etap, wróciła do swojej pracy w szpitalu, ale jak mówi, już nic nie będzie takie jak wcześniej. Doświadczyła, że wiara czyni cuda.


Agnieszka Wawryniuk