Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

XXVI NIEDZIELA ZWYKŁA Rok C (zielony) Nr 46 (26 września 2010)

Katecheza

Radość (z) nawracającego się grzesznika

Wielu rodziców nie potrafi przekazać swoim dzieciom żywej wiary. Każą im chodzić do kościoła i modlić się, ale to zdecydowanie za mało. Muszę przyznać, że w moim domu nikt nie rozmawiał ze mną o Jezusie. Wszystko, co wiem i to, jak teraz wygląda moja wiara, jest wynikiem ciekawości świata i przede wszystkim łaski Bożej. Odkąd pamiętam, zawsze lubiłam czytać. Często nawet nieświadomie, szukałam Boga w książkach, czasopismach i audycjach radiowych. W ten sposób poznawałam Jezusa i Jego naukę. Pacierza też nikt specjalnie mnie nie uczył, szybko pojęłam czytanie i chętnie brałam książeczkę do nabożeństwa mojej babci. Razem z nią śpiewałam religijne pieśni i Gorzkie Żale. Dzięki niej poznałam wiele modlitw. To ona posyłała mnie do kościoła i zachęcała do uczestnictwa w różnych nabożeństwach. Pozornie wszystko było dobrze, tylko z wiekiem przestało mi to wystarczać. Brakowało w tym żywej wiary.
Na początku studiów pojawił się kryzys modlitwy, który trwa już kilka lat. Wiem, że ma ona wielką moc i wartość, ale sama wiedza tu nie wystarczy. Zbyt łatwo rezygnuję z modlitwy; zmęczenie, brak cierpliwości i wierności Bogu oraz upadki, zniechęcają mnie do tego, by z pokorą uklęknąć rano i wieczorem. Często zadaję sobie pytanie: Czy Bóg mnie jeszcze kocha? Czy jestem Mu potrzebna? Codziennie przekonuję się jednak, że On ze mnie nie rezygnuje, daje mi zadania i stawia na mojej drodze ludzi, którzy przyprowadzają mnie do Niego na nowo. Jestem lektorem i dziennikarzem katolickim. Te funkcje motywują mnie do pracy nad sobą, a kiedy grzeszę, mobilizują do powrotu do Jezusa. Nie mogę czytać Słowa Bożego lub pisać o sprawach wiary, sama nie będąc w stanie łaski. Od kilku lat Bóg stawia na mojej drodze wspaniałych kapłanów i osoby konsekrowane. To oni pomagają mi umacniać moją wiarę. Ciągle powtarzają mi, że warto powstawać i przynajmniej próbować żyć Bożymi Przykazaniami. Kiedy mówię im, że nie dam rady, przypominają, że małymi krokami też można dojść do celu. Uświadomili mi, że Jezus jest moim Przyjacielem, a ja mam być Jego przyjaciółką.
Przekonuję się, że potrzeba ludzi, którzy będą mówić o Bogu i Jego miłości. Powinniśmy naszym życiem odważnie głosić Ewangelię w zmieniającym się świecie, bo jesteśmy do tego wezwani. Potrzebujemy też, jak nigdy dotąd, na nowo odkryć rolę chrześcijańskiej rodziny. Jeśli z domu nie wyniesiemy żywej wiary, w dorosłym życiu trudno nam będzie stać się prawdziwymi uczniami Jezusa.

Łucja