Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

XXIII NIEDZIELA ZWYKŁA Rok A (zielony) Nr 44 (7 września 2008)

Katecheza

8 WRZEŚNIA – URODZINY MARYI

Narodziny nowego człowieka były zawsze uważane za wydarzenie wielkiej wagi. W Narodzie wybranym traktowano je jako znak błogosławieństwa Bożego, tym bardziej, że to w tym narodzie oczekiwano przyjścia na świat Mesjasza, zapowiedzianego już w raju jako tego, który pokona szatana.
Wraz z urodzeniem się dziecka pojawia się przed nami obraz rodziny – podstawowej komórki życia społecznego, na której opiera się cały społeczny porządek. Społeczeństwo jest tak długo zdrowe, jak długo potrafi zadbać o zdrowe – zarówno fizycznie, jak i duchowo – rodziny.
Gdy w czasie minionej wojny wypadło mi spędzić prawie trzy lata w obozie koncentracyjnym w Dachau z grupą dwóch tysięcy polskich księży, znalazło się tam też prawie dwa tysiące młodych chłopców z Łodzi aresztowanych podczas nocnych łapanek ulicznych. Mieli służyć wzmocnieniu „rasy panów”, a gdy na to nie wyrazili zgody, wszystkich zesłano, mimo młodego wieku, do obozu. Nie wszyscy wytrzymali te straszne warunki, wielu tam zginęło.
Pod koniec pobytu w obozie – mógł to być luty lub marzec 1945 r. – wieczorem po pracy jeden z chłopców szczerze, tak jak to młody człowiek potrafi otwarcie i wprost rozmawiać z księdzem, powiedział: „Proszę księdza, niech mi ksiądz wierzy, że ja tu już nie raz myślałem o samobójstwie: rzucić się na druty wysokiego napięcia strzegące obozu. Bo, proszę księdza, tak sobie liczę, gdy mnie tu przywieźli miałem 19 lat. Dzisiaj mam 24. Najpiękniejsze lata mam już z głowy. Nawet gdybym wyszedł na wolność, po tym wszystkim schorowany, zniszczony, czego ja się jeszcze po życiu mogę spodziewać? I stąd te czarne myśli o samobójstwie... Że tego nie zrobiłem, to ze względu na dom. Ojciec i matka piszą do mnie co miesiąc list. Po niemiecku nie umieją, a w tym języku muszą pisać, więc ciągle to samo: Jesteśmy zdrowi, dobrze nam się powodzi. Mamy nadzieję, że też jesteś zdrowy i dobrze ci się powodzi. A na końcu: Henryku, tylko pamiętaj, że my tu na ciebie czekamy! I wie ksiądz, jak mnie te czarne myśli nachodziły, zawsze myślałem: gdyby doszła do nich wiadomość o moim samobójstwie, chyba by tego nie przeżyli. To byłoby przekreślenie wszystkiego, co mi przez te 19 lat pobytu w domu dali swoim przykładem: pracowitością, oszczędnością i wzajemną miłością”. Pomyślałem sobie wtedy, jak wspaniała musiała to być rodzina!
W wigilię narodzenia Maryi, która przygotowana życiem rodzinnym odpowiedziała na wolę Boga: Oto ja służebnica Pańska!, zastanówmy się nad tym, jak bardzo naszym dzieciom potrzebni są święci ojcowie i święte matki.

bp Ignacy Jeż