Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

XVII NIEDZIELA ZWYKŁA Rok C (zielony) Nr 37 (29 lipca 2007)

Rozważanie

BĄDŹ MĘŻNY!


Co to znaczy być mężnym? Sięgam po „Mały słownik języka polskiego” i czytam, że wyraz „mężny” znaczy: nieustraszony, śmiały, nie lękający się niczego, dzielny, wytrwały. Ileż pięknych słów! Wszystkie określają postawę wymagającą hartu ducha. Męstwo jest bowiem cnotą, którą wypracowuje się dzień po dniu, przezwyciężając swoje słabości najpierw w drobnych rzeczach, aby móc okazać się mężnym również w sytuacjach trudnych, w niecodziennych okolicznościach, takich jak w historii Jasia, którą opowiedziała mi jego matka.
Miałam jednego syna, kochane dziecko, Jasia. Mąż mój wcześnie odszedł do Pana. Stało się to nagle. Wyszedł z domu, udając się do pracy. Zasłabł na ulicy. Wezwana karetka Pogotowia zawiozła go do szpitala, gdzie po kilku godzinach, zakończył życie. Zawał serca. Bardzo boleśnie przeżyłam odejście mego męża. Pozostał mi jedynie mój syn, moja radość, moje wszystko, kochany Jaś, dobre, wspaniałe dziecko.
Pewnego dnia przyszedł dosyć wcześnie ze szkoły i usiadł obok mnie. Pytałam go o różne sprawy, ale jakoś z trudem odpowiadał. Pewnie jest zmęczony i dlatego ze mną nie rozmawia, pomyślałam sobie i przestałam wypytywać. Wtedy Jaś zapytał mnie, czy mam medaliki. Odpowiedziałam, że mam. Podeszłam do szafki, wzięłam pudełeczko, z którego wyjęłam medalik i podałam mu. Niech Mamusia da mi wszystkie medaliki – powiedział. Byłam trochę zdziwiona, ale nie pytałam, po co mu tyle medalików. Wziął je i siedział zamyślony, nic nie mówiąc.
Nagle chwycił moją rękę i zaczął ją całować. Poczułam jego łzy. Jaś płakał, a jego płacz zamienił się w spazmatyczny. Co ci jest, synku, chory jesteś? Co ci dolega? Nic nie mówił, tylko całował moją rękę i szlochał. Naraz zerwał się i wybiegł z mieszkania. Co się stało? Jasiu, Jasiu – wołam. Pobiegłam za nim, ale tylko przez chwilę widziałam jego sylwetkę, bo szybko znikł mi z oczu. Byłam oszołomiona. Co się stało?!
Zrozumiałam wszystko, gdy rozległy się strzały i dowiedziałam się, że wybuchło Powstanie Warszawskie. Związany tajemnicą, udał się pewnie do swojej jednostki, by złożyć na ołtarzu Ojczyzny swój trud, swój ból, swoje życie. Niestety, mówi matka, Jasia już nie zobaczyłam. Nie wiem, co się z nim stało. Może zastrzelili go Niemcy? Może zginął zgnieciony gąsienicą czołgu? Może ciężko zraniony, konał gdzieś na polu? Często wspominam mego Jasia i płaczę tak, jak on płakał, gdy całował moje ręce – cicho wyszeptała matka.
Jaś miał zaledwie piętnaście lat, gdy przezwyciężając lęk i ból stanął do walki za Ojczyznę.

ks. Leonard Ostrowski