Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA Rok B (zielony) Nr 55 (19 listopada 2006)

Rozważanie

MIŁOŚĆ POTĘŻNIEJSZA NIŻ ŚMIERĆ…


Każdy z nas kiedyś będzie musiał zmierzyć się z bezwzględnością prawdy o przemijaniu. Poza Panem Bogiem nikt i nic nie trwa wiecznie. Niby o tym wiemy i akceptujemy, odbierając to jako naturalny porządek świata. Jedni się rodzą, drudzy umierają – tak musi być. Gdy jednak ta prawda przyjmie konkretne imię, gdy dotknie nas osobiście, gdy śmierć zagarnie kogoś bliskiego, nie łatwo powtórzyć za Hiobem: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!”.
Śmierć z wielką ostrością ujawnia kruchość naszego ziemskiego istnienia i miłowania. Ukazuje też, jak niewiele możemy zrobić dla innych, a przede wszystkim, jak bardzo życie drugiego człowieka, mimo najgorętszej miłości, nie zależy od nas. Ból się wzmaga tym bardziej, że gdzieś w głębi duszy coś nie pozwala się nam zgodzić na skończoność miłości i wbrew logice mocno wierzymy, że – jak to wyraził Gabriel Marcel – „Kochać człowieka to znaczy mówić: Ty nie umrzesz”. Trudno o piękniejsze świadectwo autentyczności uczuć, bo czy ktoś, kto u samych początków miłości zakładałby, że ona niebawem się skończy, czy ktoś taki kochałby naprawdę? Chyba nie… Miłość woła o obecność, o bliskość, o wieczność… – i słusznie, bo ona jest wieczna…
Wobec tego, co zrobić ze śmiercią? Nic…, bo i tak nie mamy nad nią władzy. Nic…, bo ona w odniesieniu do miłości nie oznacza żadnego końca, ale jak żadna inna rzeczywistość – odsłania jej pełnię. Śmierć usuwa bowiem to wszystko, co wiąże się z zewnętrznością, co było naznaczone ziemską niedoskonałością, wszystkie przeciwieństwa, które osłabiały miłość, jak choćby wady charakteru, ułomności…
Ponadto śmierć ukazuje inną ważną dla miłości właściwość: niezastępowalność. Nikt nie zastąpi nam miłości tego konkretnego człowieka, gdyż w tym, co nazywamy miłością między ludźmi nie chodzi o kogokolwiek, ale właśnie o nas: „o mnie i o ciebie”. Możemy prawdziwie kochać wiele osób, ale w każdej z tych relacji będziemy dla siebie nawzajem jedyni…
Miłość nie obumiera wraz z ciałem osoby, którą kochamy, przechodzi tylko na inną płaszczyznę wzajemności. Każdy z nas, jeżeli chce ocalić miłość, musi zadać sobie trud odnalezienia nowych sposobów jej wyrażania. Dla jednych będzie to modlitwa za zmarłego, dla innych także pielęgnowanie wspomnień czy podjęcie i kontynuacja jego życiowych planów albo dzieł.
Miłość sama w sobie jest nieśmiertelna, jest potężniejsza niż śmierć cielesna, ale czy ocaleje w naszych sercach?

s. Anna Czajkowska – wspomożycielka