Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

UROCZYSTOŚĆ JEZUSA CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA Rok A (biały) Nr 56 (20 listopada 2005)

Rozważanie

NIEZASPOKOJONA MIŁOŚĆ


Procesy globalizacji idą naprzód niezależnie od naszej woli. Nie są w stanie ich zatrzymać lewaccy anarchiści, walczący z policją podczas szczytów liderów najbardziej uprzemysłowionych państw świata. Jeszcze mniejszą szansę na to ma głos ubogiej części świata, która w obecnej formie globalizacji, gdzie podstawowym motorem procesów są prawa ekonomiczne, widzi zagrożenie i kolejne źródło cierpienia. Mimo że biedni wołają „szlachetnie” o globalizację solidarności, ich głos zdaje się być niesłyszany.
To wołanie jest zresztą tak stare, jak stara jest Ewangelia. Bo czymże innym, jak nie krzykiem o miłość dla najmniejszych tego świata jest dzisiejszy jej fragment? „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”(Mt 25, 40). Niestety, krzyk ten często – nie chce się myśleć, że zwykle – jest „wołaniem na puszczy”. Mierną pociechą jest to, że i wcześniej tak było.
Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata skłania naszą myśl do biegu nie na salony ziemskiej władzy, z ich przepychem i nieodłączną pychą. Królowanie Jezusa jest bowiem do najpowszechniejszego sposobu sprawowania władzy na ziemi niepodobne. Władanie Jezusa polega właśnie na solidarności z najmniejszymi, najbardziej zapomnianymi, tymi którzy nieustannie wołają o miłość. To pierwsza, najważniejsza potrzeba i dobry Król, który kocha swój lud, pragnie ją jako pierwszą zaspokoić.
I my, którzy dobrowolnie poddaliśmy się pod władanie takiego a nie innego Króla, zgodziliśmy się tym samym na uczestniczenie w Jego królewskich prerogatywach. Także na nas spoczywa odpowiedzialność za zaspokojenie owego ciągłego wołania o miłość. W związku z tym potrzebne jest ostrzeżenie: miłość może być adwokatem, ale równie dobrze – jeśli jej nie usłyszymy – surowym prokuratorem na procesie, który nas nieodwołalnie czeka.
Prawdopodobieństwo, że wystąpi w roli prokuratora jest o tyle większe, o ile stępiała nasza wrażliwość na dziejące się zło, na niesprawiedliwość, po prostu na sytuację braku miłości. Czy moja wrażliwość na zło stępiała? Czy królewskie prerogatywy Jezusa odłożyłem na półkę, tak jak piękną pamiątkę?
Może dzieje się tak, że sprawiam cierpienie ludziom. Że ktoś cierpi przez moje lenistwo, płacze, bo jestem gruboskórny, że innym mogłoby być lepiej, gdybym się bardziej starał, gdybym lepiej robił to, co robię dobrze teraz. Gdybym był mniej opryskliwy, częściej potrafił się uśmiechnąć, gdyby stać mnie było na dobre słowo i częściej zauważał, że zmarszczki nie powstają w szalonym tempie jedynie na mojej twarzy, ale również dają się wyraźnie dostrzec na twarzach najbliższych. Gdybym uznał, że nie wszystko jest „OK”, królestwo Jezusa na ziemi lśniłoby większym blaskiem, a głos szlachetnie wołających byłby ciut słabszy.

ks. Paweł Rozpiątkowski

[link(_blank):http://www.edycja.pl/index.php?mod=ksiegarnia&item=606]zobacz też: ks. Paweł Rozpiątkowski "Zawsze będę przy was. Objawienia ..."[/link(_blank)]