Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

ŚWIĘTO PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO Rok B (czerwony) Nr 45 (14 września 2003)

Katecheza

Dlaczego Jezus umarł na krzyżu?

To pytanie wielu ludzi stawiało sobie niejeden raz. Jak gdyby nie wystarczało tłumaczenie teologiczne, że Jezus umarł za nasze grzechy, ofiarował swoje życie, byśmy nasze życie ocalili. Czy jednak nie mógł tego posłannictwa wypełnić inaczej? Czy musiała to być hańbiąca śmierć na krzyżu? I czy w Jezusie nie umarł także Bóg? Czy śmierć nie jest silniejsza niż Bóg? Pismo Święte mówi, że Bóg nie ustanowił śmierci na wieczność, ale dla nieśmiertelności stworzył człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności. Śmierć jako zatracenie weszła w świat przez zawiść szatana i dotyka tych, którzy do niego należą. Biblia, podsumowując zwykły fakt śmierci - zwykły, bo wszystko umiera, bo śmierć pojawia się tam, gdzie nastąpiły narodziny - równocześnie uczy innej prawdy o śmierci: jako zanurzeniu się w wieczności Boga. Najpierw spójrzmy na śmierć Jezusa jako dowód tego, że był Człowiekiem - jako człowiek nie mógł uniknąć śmierci. "Przygoda" ze światem musiała doprowadzić Go w konsekwencji do ostatniego etapu życia, jakim jest przejście przez śmierć. Chrystus przeżył więc historycznie i doświadczalnie własną śmierć. Równocześnie jednak jako Bóg-Człowiek posiadał moc, aby śmierć zwyciężyć. Przez swe zmartwychwstanie objawił nam, że jest nie tylko Człowiekiem, ale posiada władzę udzielania życia "na zawsze". Dlatego ten, który z Nim umiera, z Nim także żyć będzie - napisze św. Paweł. Dlaczego umarł na krzyżu? Teologiczne twierdzenie, że Jezus umarł na krzyżu, by odkupić nas - grzeszników, jest tylko stwierdzeniem faktu i jego konsekwencji. Warto tę formułę ubogacić ludzkim doświadczeniem. Nikogo nie trzeba przekonywać, że największym wyrazem miłości do kogoś jest szczere pragnienie oddania życia za niego. Kto przeżył taką miłość, potrafi zrozumieć ów paradoksalny wymiar szczęścia, które osiąga się poprzez ofiarę z życia. Aby zrozumieć śmierć Jezusa na krzyżu, nie wystarczy dostrzeżenie sposobu, w jaki się dokonała - trzeba mieć przed oczyma Tego, który ją przyjął, rozważyć, czym się kierował, co chciał osiągnąć. Rzeczywiście, mogło się to wszystko odbyć w inny sposób. Jeśli jednak zrozumiemy, że Bóg chciał wyrazić w ten sposób swoją ogromną miłość do człowieka, wypada schylić czoła przed tajemnicą tak wielkiej ofiary: totalnego unicestwienia swojego ciała, ogołocenia osoby, skazania na samotne konanie i śmierć w hańbie. Wielkość ofiary świadczy o ogromie miłości. Bóg mógł wybrać sto innych sposobów, aby odkupić człowieka. Zważywszy jednak, że ofiara Chrystusa miała również wstrząsnąć grzesznymi ludźmi, ukazać dramat oddania życia za wielką sprawę, trudno byłoby o "lepszy" przykład dla nas. Ponieważ więc Jezus mógł umrzeć inaczej, w sposób naturalny, Jego dobrowolna śmierć ukazuje się jako wielki dar dla ludzi. Jego ofiara wzywa nas do podobnej miłości. Jan Paweł II, w przemówieniu do studentów rzymskich na temat krzyża jako przejścia nie tylko przez granicę śmierci, ale i do nowego życia, powiedział: "(…) krzyż stał się dla nas najwyższą katedrą prawdy o Bogu i człowieku, wszyscy musimy stać się słuchaczami zwyczajnymi czy zaocznymi tej katedry. A wówczas zrozumiemy, że krzyż jest również kolebką człowieka nowego". Jezus nie umarł "dla siebie", to oczywiste. Jakże jednak trudno uznać ten fakt w swoim życiu, zgodzić się na wszystkie konsekwencje wiary z tym związane.

Na podstawie książki: Czesław Ryszka, Być pielgrzymem.


Skonałeś, Jezu, ale zdrój życia wytrysnął dla dusz i otworzyło się morze miłosierdzia dla świata całego. O zdroju żywota, niezgłębione miłosierdzie Boże, ogarnij świat cały i wylej się na nas.

św. Faustyna, Dzienniczek, 1319.