Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

4 NIEDZIELA ADWENTU Rok B (fioletowy) Nr 59 (20 grudnia 2020)

Katecheza

Przesłanie Matki

Podobnie jak Izaak, Mojżesz oraz Dawid byli osobami, które naprawdę istniały, stanowiąc zarazem zapowiedź Mesjasza, tak również Ewa, Arka Przymierza i królowa matka pozwalają nam dostrzec rzeczywistość jeszcze większą, czyli Maryję.

Wobec tego Matka Boża powinna stanowić cel naszych rozważań, skoro studiujemy różne Jej typy. Przecież Ona żyła i wciąż istnieje jako konkretna osoba; a osoba nie może być sumą poszczególnych symboli, gdyż sama w sobie stanowi tajemnicę. Święty Paweł dostrzegał zapowiedź Jezusa już w osobie Adama, ale to Jezus Chrystus był jego największą miłością. A zatem również celem odnajdywania Maryi w poszczególnych biblijnych typach powinno być głębsze Jej poznanie oraz ukochanie.

I nie rozmawiamy tutaj o jakiejś dodatkowej opcji, którą mają do wyboru chrześcijanie. Nie chodzi także o jakiś dodatek do Ewangelii. Maryja jest naszą Matką, i to w sensie dosłownym, nieprzemijającym, duchowym. Jeśli mamy poznać Jezusa Chrystusa jako Brata, musimy także zapoznać się z Jego Matką, którą z Nim współdzielimy. Bez Niej nasze rozumienie Pisma Świętego byłoby częściowe, w najlepszym przypadku. Bez Niej nasze zbawienie byłoby pozbawione rodzinnego wymiaru. Rzeczywistość odkupienia utknęłaby na etapie Starego Testamentu, gdzie ojcostwo Boga było postrzegane jako metafora, a w relacji człowieka do Boga występowała raczej służalczość niż poczucie synostwa.

Kim zatem dla wierzących jest ta kobieta, matka oraz wybrane naczynie Boga? Jest postacią historyczną, a Kościół zatroszczył się o to, żeby niektóre fakty, które Jej dotyczyły, zostały zachowane w Pismach oraz w formie dogmatów. (…) I tak oto przez wieki Kościół pieczołowicie przechowywał, zabezpieczał i bronił swojego nauczania o Maryi. Gdyby porzucił tę misję, zdradziłby Ewangelię. Wycofując się z niej, pozbawiłby Bożą rodzinę matki. Bez dogmatów Maryja stałaby się postacią nierealną: anonimową kobietą z Nazaretu, osobą mało znaczącą, przypadkową dla ewangelicznej relacji. Jeśli Maryja stałaby się kimś nierealnym, to wcielenie Boga również, gdyż zależało od Jej zgody, a zatem i fizyczne cierpienie ciała Chrystusa, które wziął od swojej Matki, nie miałoby sensu. Dotyczyłoby to także pozycji chrześcijanina jako dziecka Boga, które zależy od naszego współudziału w dziedzictwie i rodzinie Jezusa, Syna Dawida, Syna Maryi. (…)

Matka Boga

Odmawiając modlitwę Zdrowaś Maryjo, odwołujemy się do jednego z najstarszych tytułów przyznanych Maryi: Matka Boga (grec. Theotokos, dosłownie „Boża Rodzicielka”). (…) To modlitewne wezwanie zostało zainspirowane pozdrowieniem, którym św. Elżbieta powitała Maryję: „Czemu zawdzięczam to, że matka mojego Pana przychodzi do mnie?” (Łk 1, 43).

Mając takie wyjaśnienie w Piśmie Świętym, tytuł „Matka Boga” nie był kwestionowany w pierwotnym Kościele. A wręcz należy zaznaczyć, że taka nazwa w logiczny sposób potwierdzała bóstwo Chrystusa. Skoro jest On Bogiem, a Maryja to Jego Matka, więc jest Ona Matką Boga.

Tradycyjny tytuł „Matka Boga” wynikał z teologicznej koncepcji zwanej communicatio idiomatum (wzajemna wymiana przymiotów, współorzekanie przymiotów). Zgodnie z tą zasadą cokolwiek powiemy o jednej z dwóch natur Chrystusa, może odnosić się do samego Chrystusa, gdyż obydwie te natury, boska i ludzka, były w Nim zjednoczone, jako w jednej Osobie. Dlatego chrześcijanie mogą śmiało powiedzieć, że Bóg umarł na krzyżu, chociaż On jest nieśmiertelny. Na tej samej zasadzie od początku utrzymują, że Bóg narodził się w stajence w Betlejem, mimo iż jest odwieczny.

 

Scott Hahn,
Maryja. Mama i Królowa
Edycja Świętego Pawła, 2015