Wprowadzenie    Liturgia słowa    Katecheza    Rozważanie

11 NIEDZIELA ZWYKŁA Rok B (zielony) Nr 32 (17 czerwca 2018)

Katecheza

 Ojciec

Do dziś przetrwał w naszej mentalności sprawdzian męskości w postaci ojcostwa. Może dziś z przymrużeniem oka cytujemy maksymę, że mężczyzna powinien wybudować dom, spłodzić syna i zasadzić drzewo, ale w cichości serca tak właśnie traktują swoje zadanie mężczyźni.
A jak daleko było posunięte pragnienie potomstwa w Izraelu czasów Józefa, niech zaświadczy Pismo Święte, które relacjonuje, że pary, które nie miały dzieci, spotykał ostracyzm społeczny, uznawano ten fakt za karę Bożą. Natomiast potomek płci męskiej był chlubą, dumą, i nobilitował. Był ważny z wielu powodów, m.in.: ciągłości rodu, co miało ogromne znaczenie, a także wiązało się z tym wiele błogosławieństw Pana.
Józef nigdy nie miał biologicznego syna, takiego z krwi i kości. Choć teoretycznie przecież mógł mieć. Jest jednak ojcem Jezusa. Najlepszym ziemskim ojcem, jakiego Jezus mógłby sobie wymarzyć. Ojcostwo w rozumieniu Józefa to wielkie zadanie, to ciągłe odkrywanie własnych możliwości, zasobów, wartości, to ciągłe pytanie, co mogę ofiarować dziecku. To nie coś, co w przypadku Józefa dosłownie spadło na niego z nieba i już nic z tym nie był zmuszony robić, bo Jezus wychowywał się w sposób cudowny sam.
Józef pokazuje nam, że ojcostwo to nie tylko zadbanie o utrzymanie rodziny, o dom. Ojcostwo to przede wszystkim mądra miłość. To pokazanie dzieciom wartości, zasad życia, także danie im zawodu, a na końcu pozwolenie, by poszły w świat. Mówi się dziś, żebyśmy tak kochali własne dzieci, aby po naszej śmierci umiały żyć dalej bez nas. A my zapewniamy dzieciom wszelkie dobra materialne, uzależniamy je od siebie, zamiast wyposażyć je w to, czego na pewno nie kupią, i pozwolić im odejść.
Józef, mimo że wiedział, że Jezus jest Synem Boga i Bóg poprowadzi Go własnymi drogami, jednak spełnił wobec Niego ojcowskie zadania najlepiej, jak umiał. Nauczył go zawodu, nauczył go zasad postępowania i własnym przykładem pokazał, co należy robić, kiedy człowiek znajdzie się w sytuacji granicznej. Kiedy Jezus wyszedł z życia ukrytego, jak nazywamy 30 lat życia w Nazarecie, doskonale wiedział, jak ma postępować. A to dzięki wychowaniu przez Józefa. Z pewnością w postępowaniu i nauczaniu Jezusa nieraz pojawił się ślad Józefowego wychowania.
Bez wątpienia Józef kochał Jezusa jak syna i dał mu to odczuć. Dziecko już jako dorosły człowiek odpowiada taką postawą, z jaką jest przyjmowane przez rodziców od urodzenia. Zarówno samego siebie, jak i rzeczywistość postrzega przez pryzmat relacji rodzinnych, spojrzeń, gestów i słów. Jego przyszłość zakorzeniona jest w teraźniejszości. Nie inaczej zapewne było w Świętej Rodzinie.
Józef wprowadzał swojego Syna we wszystkie ważne zadania. To on uczył Go modlitwy. Przekazał Mu swoje zaufanie do Ojca Niebieskiego, tradycje swojego ludu, przekonania i wartości. Może ojciec i Syn modlili się razem wczesnym rankiem, zwróceni twarzami w kierunku Jerozolimy, gdzie znajdowała się świątynia, „mieszkanie Boga” pośród swojego ludu. 
Z pewnością Józef budował swoją relację z Jezusem na bazie radości i zachęty, nadziei i przyszłości. Nadawał on sens życiu Syna, odwołując się do kierunku (przyszłość) i do celu, który trzeba osiągnąć. Wprowadzał Jezusa w wymiar przyszłości, w której Syn ma sobie radzić sam.
Każdy ojciec powinien powtarzać synowi: „Ty jesteś moim umiłowanym synem. W tobie mam upodobanie! Ty jesteś mój – nie w znaczeniu posiadania, ale przynależności – a ja jestem przy tobie, aby prowadzić cię ku pięknemu, dobremu i radosnemu życiu!”.
 
o. Tomasz Nowak OP, Mężczyzna na Bożą miarę. 
Rozważania na podstawie Litanii do św. Józefa, 
Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2017.