Rozmowa z dr Anną Leszczuk-Fiedziukiewicz

Rozmowa z dr Anną Leszczuk-Fiedziukiewicz, pracownikiem Katedry Politologii na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku

Rozmowa z dr Anną Leszczuk-Fiedziukiewicz

Kiedy i gdzie zetknęła się Pani po raz pierwszy z „Dniem Pańskim”?

To było jakieś dwa lata temu. Przyszłam wcześniej do kościoła i znalazłam na ławce rozłożone gazetki. Było trochę czasu do Eucharystii i zaczęłam czytać. Zaciekawił mnie komentarz z pierwszej i ostatniej strony. Później zobaczyłam, że rozumiem szerzej to, co jest powiedziane w Ewangelii.

Jak korzysta Pani z „Dnia Pańskiego”?

Najczęściej czytam „Dzień Pański” przed Eucharystią. Zdarza się, że biorę biuletyn do domu. Podkreślam słowa, które mnie dotknęły lub zastanowiły. Wracam do nich, zwłaszcza w trudnych chwilach.

Co daje Pani cotygodniowa lektura „Dnia Pańskiego”?

Głównie refleksję i uświadomienie. Przedłużam swoją kontemplację, gdy myślę o słowach Psalmu czy Ewangelii, które usłyszałam w kościele, do których mogę wrócić. Poznaję też różne inicjatywy w Kościele, czemu służy ostatnia strona biuletynu.
To ciekawe pytanie. Myślę, że „Dzień Pański” chce pełnić rolę edukacyjną. Poszerza wiedzę, uświadamiając rolę symboli w chrześcijaństwie. Żyjemy w świecie pełnym symboli, dominują te sfery profanum: reklamy, billboardy… przekazy dosłownie wrzynające się w oczy. Sacrum funkcjonuje w kościele i jest bogate w znaczenia. Mam na myśli nie tylko kolor ornatów księży, ale i rolę ołtarza, świecy, śpiewu. Mając w ręku „Dzień Pański” bogaty w komentarz do czytań, uświadamiam sobie kontekst kulturowy czasów biblijnych.
Podam przykład z liczbą 77. Nie wiedziałam, że to ważny symbol, którego używa Chrystus, gdy mówi: „przebaczaj nie 7, a 77 razy”. Jeśli zrozumiemy, że cyfra 7 oznaczała w czasach Jezusa pełnię, inaczej zrozumiemy przesłanie dla każdego chrześcijanina: 77 razy, czyli „przebaczaj zawsze!”. Jakie to odkrywcze, zwłaszcza gdy patrzę przez pryzmat Ewangelii na niełatwe relacje z ludźmi i zastanawiam się, jak postąpić, gdy ktoś mnie skrzywdził słowem albo zachowaniem. Wyjaśnianie sensu Ewangelii to zadanie dla duszpasterza, ale i dla redakcji biuletynu, przecież wiara ma być wiarą żywą. By taka była, musi być zrozumiała. Edukacji nigdy nie za wiele.

Czy pamięta Pani jakiś szczególny fragment lub zdanie zawarte w „Dniu Pańskim”, które Panią poruszyło?

Dużo zależy od konkretnej sytuacji. Poruszają mnie zdania w ramce na pierwszej stronie: „Warto być świętym”, „Wierząc, nie jesteś sam”. Długo myślałam o tych słowach. Zbiegło się to też z odkrywaniem mojego miejsca w Kościele i odradzaniem się mojej wiary.
To dojmujące motto na pierwszej stronie biuletynu, który leży na kościelnej ławce, wbija się w pamięć. Takie przesłanie zostaje na dłużej. To zachęta, motywacja. Tyle różnych marek proponuje nam slogany, które bezwiednie pamiętamy, bo na okrągło są w radiu czy telewizji. Niech przynajmniej raz w tygodniu Kościół daje swoim wiernym słowa, które w nich pobędą, pomieszkają przez jakiś czas. One naprawdę pocieszają i krzepią.

Czy jest coś, co chciałaby Pani zmienić w „Dniu Pańskim”?

Zdarza się, że podczas Mszy św. czytane są listy biskupów lub rektora KUL-u, albo rektora lokalnego seminarium. Wtedy kapłan często rezygnuje z komentarza do bieżących czytań, zwłaszcza takiego, który wyjaśniałby kontekst kulturowy czasów, w których powstawała Biblia. Pewnie trudno racjonalnie zaplanować, w jaką niedzielę będą odczytywane wspomniane listy pasterskie. Ale można by w biuletynie wprowadzić objaśnienia trudnych słów, korzystając ze „Słownika symboli chrześcijańskich” lub innych źródeł.
Chciałabym też, by więcej było informacji o znaczeniu Eucharystii jako sakramentu. Podczas Roku Wiary odświeżam najprostsze prawdy, których uczyłam się jako dziecko na lekcjach religii (pamiętam, że to było dawno, jeszcze w salkach przy parafii). Moim ostatnim odkryciem jest uświadomienie sobie, że Msza św. to jeden z siedmiu sakramentów, pełen łask, w którym możemy modlić się w ważnych dla siebie sprawach lub za ważne dla nas osoby. Nawet jeśli takie intencje nie są wyczytane przez kapłana czy, mówiąc inaczej, nie są „zamówione”.
Metafora „Msza to góra i źródło” brzmi może jak z lekcji polskiego, ale pamiętanie o tym zmienia motywację stania i klęczenia przez 45 lub 60 minut w kościele. Czasem jesteśmy zmęczeni, mało skoncentrowani. Takie motto pomaga przejść z koncentracji na sobie do koncentracji na liturgii. Ta „góra” jest dla mnie. Muszę wejść na szczyt, aby spotkać się z Kimś Ważnym, Kto stał się Ofiarą. „Źródło” jest od Niego, muszę czerpać siłę ze Słowa Bożego, z Przeistoczenia. Chcę wyjść wzmocniona, ale już nie swoją mocą. Wtedy rozumiem Eucharystię jako przychodzenie z problemami codzienności i wychodzenie z siłą pochodzącą od przemienionego Chrystusa.
Kiedy przypada dzień wspomnienia ważnego świętego, warto by przytoczyć kilka informacji o nim: kim był, na czym polegała jego świętość... Myślę, że taka wiedza jest potrzebna. Ważne jest, aby ciągle przypominać, że nie jesteśmy sami, że mamy wzory do naśladowania, ludzi, którzy żyli wiarą. To osoby z krwi i kości, one żyły naprawdę i Kościół z pewnych powodów je wyróżnia.
Podoba mi się pomysł na komentarze pisane kursywą przed każdym z czytań. Redakcja biuletynu dokłada starań, by przybliżyć wierzącym Ewangelię, tak by uczynili ją „swoją”. Język komentarzy jest jednak czasem trochę patetyczny. Z jednej strony wiem, że odpowiada on sferze sacrum i musi taki być. Nawet jeśli czytający go nie zrozumie za pierwszym razem, to jest szansa, by mógł przeczytać tekst jeszcze raz. Jest to założenie ambitne, dla wymagających. Z drugiej strony komentarze odwołują się do miejsca i roli chrześcijanina w Kościele. Ma on różne doświadczenia życiowe, różny stopień wiedzy teologicznej, a nawet przychodzi na Mszę św. z różnych powodów. Można by popracować nad komunikatywnością, gdy pisze się o „przymierzu”, „zbawieniu – wybawieniu od zła” i innych trudnych wyrazach. Chodzi o to, by wyraźniej oddać sens Pisma Świętego, by starotestamentalne słowa były zrozumiałe na współczesny sposób. Łatwiej wtedy indywidualnemu człowiekowi znaleźć odniesienie do swojej wiary.

W jaki sposób zarekomendowałyby Pani „Dzień Pański” któremuś z proboszczów albo ze swoich znajomych?

„Dzień Pański” to inspirująca lektura, to przewodnik po pełnym uczestnictwie we Mszy św. Wiara wymaga pogłębiania, a bycie na Eucharystii jest jednym z jej widocznych znaków. Aby lepiej zrozumieć sens niedzielnej Mszy św. i przesłanie Boga, czytaj „Dzień Pański”, najlepszy biuletyn liturgiczny w Kościele.

Dziękuję za rozmowę.
Sylwia Zielińska

22 sierpnia 2013 roku