Moje życie w walce z Szatanem
Wstęp
Z wielką radością dzielę się moimi przemyśleniami z Czytelnikami w Polsce i cieszę się z wydania kolejnej książki podejmującej problematykę tak bliską mojemu sercu i tak dziś aktualną.
Jestem wdzięczny Edycji Świętego Pawła za wydanie moich poprzednich książek o egzorcyzmach. Publikacje te przyczyniły się do wzrostu świadomości duchowieństwa i wiernych o problemach, które według wielu dawno już zostały przezwyciężone, a które przecież wciąż są aktualne.
Chcę podkreślić jedną rzecz, która, jak mniemam, jest bardzo istotna dla was, Polaków. Jeszcze za życia Jana Pawła II, podczas odprawiania egzorcyzmów, bardzo często przywoływałem przykład osoby Papieża i jego modlitwy. Wówczas wywoływało to wielką furię demonów. Ich wściekłość była jeszcze większa, kiedy przyzywałem wstawiennictwa Jana Pawła II już po jego śmierci. Dlaczego? To pytanie postawiłem również demonom i otrzymałem od nich dwie różne odpowiedzi.
Pierwsza odpowiedź brzmiała następująco: "Ponieważ zburzył on wszystkie moje plany". Myślę, że Szatanowi chodziło o znaczny udział Papieża w upadku komunizmu.
Innym razem demon odpowiedział: "Ponieważ zabrał mi rzeszę młodzieży". To prawda, gdyż dokonało się to dzięki wielkiej wrażliwości Jana Pawła II na problemy ludzi młodych i poprzez szczególną więź, jaką Papież z nimi nawiązał.
Jak zatem obronić się przed demonem? Przede wszystkim proszę, aby unikać wszelkich form okultyzmu (wróżby, seanse spirytystyczne, sekty satanistyczne itd.). Proszę też, aby dbać o życie w łasce Bożej, oddawać się nieustannie pod opiekę Matki Bożej i w ten sposób chronić się przed szatanem. A nawet jeśli zdarzy się tak, że zły duch będzie atakował, najlepsza obrona przed nim tkwi w: modlitwie, miłości i umiejętności przebaczenia. Jezus pokonał Szatana! Jeżeli będziemy trwali w jedności z Jezusem, niczego nie musimy się obawiać, bo wówczas to diabeł będzie się nas bał.
ks. Gabriele Amorth SSP
Rzym, 29 września 2010 roku,
w święto Świętych Archaniołów Michała, Rafała i Gabriela
Prezentacja wyjątkowego człowieka i wyjątkowej książki
W pokoju na parterze dużego kompleksu mieszkalnego przy via Alessandro Severo, który przypomina małe miasteczko położone w cieniu ogromnej bazyliki o imponującej kopule i stanowi siedzibę generalną Towarzystwa Świętego Pawła w Rzymie, panuje chłód. Niewielki piecyk elektryczny prowadzi swoją rozpaczliwą walkę z przeciągiem, który pojawia się od strony drzwi. Wchodzi przez nie starszy człowiek, trochę przygarbiony, z kartką papieru w dłoni i od razu stwierdza: "Nie będę zdejmował płaszcza".
Pomieszczenie jest bardzo skromne. Na środku stoi prosty, drewniany stół, jakieś krzesło z lat sześćdziesiątych, brązowy fotel w stylu, który był w modzie trzydzieści lat temu, z drewnianymi podłokietnikami i lekko pochylonym oparciem, obity ciemnym płótnem, kojarzącym się w sposób jednoznaczny z socjalistycznym wyposażeniem w krajach Europy Wschodniej. Wraz z wiekową lodówką w ogromnych rozmiarach, której odgłosy pracy dochodzą z rogu, jest to podstawowe umeblowanie pokoju. Na fotelu zasiadają dziwni pacjenci księdza Gabriele. Tak, dziwni, ponieważ są nosicielami zła, jakiego nikt nie rozpoznaje, nie potrafi zrozumieć i wyleczyć: ani wiedza medyczna, która przyznaje, że przegrała; ani ci, którzy powinni być oswojeni, a przynajmniej czuć się zdolni, zachęceni czy zobowiązani do niedomykania drzwi otwartych na rzeczywistość pozamaterialną, pozanaturalną, a tymczasem... Ale tutaj dotykamy już problematyki książki, a ja chciałbym jeszcze powiedzieć coś o księdzu, o pokoju, w którym spędza większość swojego czasu, twarzą w twarz - nie tylko w przenośni - z nieuchwytnym przeciwnikiem. Chciałbym opowiedzieć o tym osiemdziesięcioczteroletnim człowieku, który 23 lata temu, w 1986 roku zmienił radykalnie swoje życie, podejmując wyzwanie, które do tej pory go pasjonuje.
Na ścianach nie wisi zbyt wiele obrazów: duży portret bł. Jakuba Alberionego, założyciela paulistów, obok kolejna fotografia przedstawiająca księdza o jasnych włosach i przeraźliwie ekspresywnym wzroku, z uniesionym czołem i wielkim białym sercem wyszytym na czarnej sutannie - symbol pasjonistów. To ojciec Candido Amantini, który przez czterdzieści lat był egzorcystą przy Świętych Schodach w Rzymie, mistrz i nauczyciel księdza Gabriele. Przy ścianie stoi ponadmetrowa figura Matki Bożej Fatimskiej, której towarzyszy obraz przedstawiający subtelnego Michała Archanioła, wykonany prawdopodobnie w stylu barokowym. Nad fotelem rzuca się w oczy uśmiechnięta twarz księdza Bosko, a obok niego portret Ojca Pio w średnim wieku. Obaj święci z niechcianym gościem gabinetu księdza Amortha - diabłem - byli szczególnie zaznajomieni, lecz Święty z Pietrelciny doświadczał niezwykłej uwagi, która w języku technicznym określana jest terminem "dręczenie".
Ksiądz Gabriele jest człowiekiem uśmiechniętym, o pogodnym usposobieniu, który do swoich wypowiedzi zawsze wtrąca jakiś żart. Nie posiada komórki, nie wie, co to internet, nie ogląda telewizji, nie czyta gazet. "Podczas obiadu moi współbracia informują mnie o tym, co dzieje się na świecie". A o innych rzeczach, mniej sympatycznych, pouczają go jego pacjenci...
Wrażenie, że wchodzi się w inny świat, w inny wymiar, nie ten zwyczajny, jest niesamowite. I staje się coraz mocniejsze w miarę, jak starszy ksiądz kontynuuje swoją opowieść, z której wynika, że osoby parę sekund wcześniej wyglądające na uprzejmych, uśmiechniętych gości, nagle wpadały w trans i zamieniały się w istoty wydające okrzyki i przekleństwa, z ich ust spływała spieniona ślina. Demonstrowały przy tym tak wielką siłę, że nawet sześć czy siedem osób nie było w stanie ich powstrzymać i trzeba było przywiązywać je do łóżka, aby uniemożliwić im zrobienie sobie czy innym krzywdy. A po zakończonej modlitwie, kiedy mijał trans, powracały do normalności i spokoju. Istnienie tych dwóch światów, które funkcjonują obok siebie w bardzo bliskiej odległości, niemalże równolegle, stykając się od czasu do czasu i powodując dramatyczne zwarcie z powodu Obecności złych mocy, tutaj, na peryferiach rzymskiej dzielnicy, w tym skromnym pokoju na parterze budynku głównej siedziby grupy wydawniczej Edycji Świętego Pawła, jest bardziej niż namacalne. Może zadziwiać pogoda ducha księdza, który jest przede mną i wydaje się trzymać klucze od mostu dzielącego dwa światy, mówiąc o nich tak, jakby była to najnormalniejsza rzecz pod słońcem, kiedy ktoś, podczas ślinienia się wytwarza metalowe gwoździe o długości dziesięciu centymetrów i stara się je wypluć. Ksiądz Amorth jest kopalnią wspomnień, opowieści, doświadczeń. I nie tylko. Kiedy pamięć go zawodzi, przychodzą na pomoc wspomnienia drukowane na łamach biuletynu Stowarzyszenia Egzorcystów - początkowo włoskiego, później o charakterze międzynarodowym; biuletynu bardzo "prywatnego", redagowanego początkowo na przenośnej maszynie do pisania w kilkudziesięciu egzemplarzach. Ksiądz Gabriele udostępnił nam tę historyczną pamięć, która według naszej wiedzy jak dotąd nie została jeszcze opublikowana. Stanowiła ona środek, przy pomocy którego ukryci wojownicy tej dziwnej wojny przekazywali sobie informacje, doświadczenie i wiedzę potrzebną do codziennych starć twarzą w twarz z Przeciwnikiem. Publikujemy również wspomniane opowieści, aby uczynić bardziej konkretnym i uchwytnym sens powołania do służby duszpasterskiej pełnionej w granicznych rejonach gęstych od tajemnicy. Z wszystkich świadectw, które ksiądz Amorth nam udostępnił - troszcząc się zawsze o usunięcie imion i nazwisk występujących w nich osób, aby uniknąć jakiegokolwiek rozpoznania - niektóre odwołują się do doświadczeń bezpośrednio przez niego przeżytych; inne dotyczą księży, którzy wraz z nim zaangażowani są w walkę z Przeciwnikiem; pozostałe świadectwa są wypowiedziami ofiar. Wydaje nam się jednak, że w rzeczywistości wszystkie one przynależą do niego, do księdza Gabriele, ponieważ to z jego słów rodzą się biuletyny Stowarzyszenia Egzorcystów, które jest jego najbardziej widzialnym i trwałym dziełem. Pomyśleliśmy zatem, aby owocu tych długich rozmów nie dzielić na klasyczne rozdziały, właśnie w tym celu, żeby utrzymać i oddać sens wypowiadanych słów i uczuć, przeplatając je opowieściami, świadectwami i doświadczeniami. Życzę Państwu dobrej lektury.
Marco Tosatti
Relikwie, święci i papieże
Twierdzi Ksiądz, że najważniejszą rzeczą w przypadku egzorcyzmów jest wiara. Ale istnieją też pewne symbole czy przedmioty, które związane są z konkretną sytuacją. Czy i one mogą odegrać jakąś szczególnie skuteczną rolę?
Czasami tak. Istnieją na przykład relikwie, które mogą okazać się skuteczne. Słynna jest koloratka św. Wicyniusza z Sarsiny. Ale nie można powiedzieć, że to działa zawsze. Podam przykład. Najstarszym egzorcystą - który, jak mi się wydaje, robi to od pięćdziesięciu siedmiu lat - jest ojciec Cipriano De Meo, który mieszka w San Severo w rejonie Foggii, niedaleko San Giovanni Rotondo. Jest on również postulatorem w procesie niejakiego ojca Matteo, który żył w siedemnastym stuleciu. Kiedy podczas egzorcyzmu wezwie go: "Niech pojawi się ojciec Matteo!", można się przerazić, tak mocno daje się odczuć obecność ojca Matteo! Sam również parę razy próbowałem przyzywać ojca Matteo, ale bez skutku. Widocznie ważna jest tutaj osobista relacja, jej głębia i siła.
Ja natomiast wzywam zawsze Ojca Pio, ojca Candido, również Jana Pawła II ; jego wstawiennictwo jest bardzo mocne. Diabeł udzielił mi paru odpowiedzi. Przypominam sobie zwłaszcza dwie. Zapytałem któregoś razu: "Dlaczego tak bardzo nie znosisz Jana Pawła II?". Pierwsza odpowiedź była taka: "Ponieważ zniszczył moje plany". Myślę, że chodzi tutaj o komunizm. Innym razem powtórzył mi kilkakrotnie: "Ponieważ wyrwał mi wielu młodych".
Te fakty każą mi wierzyć, że diabeł nienawidzi świętych kapłanów, już nieżyjących, i żywi równie głęboką urazę do współczesnego Kościoła: do kapłanów, biskupów, papieża. W istocie te osoby konsekrowane podlegają największym atakom i, niestety, w obliczu tak zmasowanego ataku mamy duchowieństwo i episkopat kompletnie nieprzygotowanych nie tylko do udzielenia odpowiedzi na prośby o pomoc, lecz również do słuchania. Jak tylko usłyszą o tych problemach, mówią: "Wszystko to bajki!".
Są egzorcyści, którzy odsyłają tylko do psychiatry! "Ale już tam byłem" - odpowiada biedak. "To nic, idź do psychiatry!". I są też tacy egzorcyści, którzy nigdy nie udzielili żadnego egzorcyzmu. Napisałem o tym w mojej książce Esorcisti e psichiatri (Egzorcyści i psychiatrzy), w drugim rozdziale, który skierowany jest przeciwko egzorcystom francuskim. Zwłaszcza przeciwko Isidorowi Frockowi, który był ich sekretarzem i chwalił się, również w telewizji, że nigdy nie udzielił żadnego egzorcyzmu. Podtrzymywał, że nigdy tego nie zrobi. I pomyśleć, że wiele lat wcześniej napisał on nawet książkę poświęconą egzorcystom... Cóż zrobić?! (...)
© Edycja Świętego Pawła
kup książkę i poznaj najbardziej znanego egzorcystę świata